wtorek, 26 grudnia 2017

Część 17. Książka.


Na przedświątecznym spotkaniu terapeutycznym było wyjątkowo lekko.
Rozmawiało mi się spokojnie, dużo też nowych treści wyniosłam.

Na dzień dobry dostałam pochwały :D
Gdy tylko zdążyłam usiąść :)
Takie dziwne uczucie, kiedy ktoś na twój widok zdaje ci relacje z tego czego nie zdążyłeś powiedzieć sam.
Co ciekawe, uwierzyłam jej.
Uwierzyłam, że jest ze mnie dumna, z mojego dużego kroku. To bardzo miłe, że pamiętała o moim planie i gdzieś z boku obserwowała moje postępy.
Mowa o moim "wyjściu z ukrycia" i publikacji swojego wizerunku.

Jej reakcja dała mi energię na cały tydzień.
Nie wiedziałam jak zareagować, ciągle się uczę, staram się pokazać to co naprawdę czuję, więc gęba mi się uśmiechała :) bo tak spontanicznie wyszło.

Dostałam książkę do poczytania na spokojnie w domu. To też bardzo miłe, że chciała mi pożyczyć i że doskonale rozumie jaka tematyka jest dla mnie.
Dzięki temu ciągle wiem, że rozumie moje problemy i dobrze w nie celuje różnymi metodami.

Na koniec spotkania dostałam życzenia by więcej uwagi poświęcać swoim potrzebom w ten świąteczny czas.
Jeśli będę miała na coś ochotę bym kierowała się tym.
Mówiła bym nie wnikała w to co dzieje się obok, skupiła się na swoim małym świecie.
Tym który jest tylko mój i do którego mogę wpuszczać kogo chcę i a nie wszystkich którzy chcą.

Moim małym zadaniem domowym jest przyglądanie się sobie w chwili kiedy czuję się dobrze, mam pozytywne nastawienie itp. oraz w momentach kiedy mam gorszy dzień.
Mam obserwowac swoje ciało w lustrze i zanotować co się w nim zmienia.
Takie doświadczonko.
Można powiedzieć że poza tym co eis na terapii dzieje. Taki BONUS do przerobienia.
***
A co tam w książce?
Tak jak mówiła Pani psycholog, lekko się ją czytało.
Niektóre sprawy tam opisane były podobne do moich.
Mam wrażenie że po każdej podobnej lekturze, jakas wiedza zostaje zasiana a potem kiełkuje samoistnie.
To jak po terapii. Na spotkaniu czegos się dowiem, mam wrażenie że nie zapamiętam wszystkiego co mi mówi, mija kilka dni, tygodni, zalezy od momentu mojego życia i co się okazuje? że mój mózg sam wraca do czegoś poruszonego kiedyś tam i te usłyszane/przeczytane słowa zaczynają same żyć,
Czyli nic nie przepada rzucone w głęboką studnię psychiki.

Chciałabym dorzucić tu kawałek o wychowaniu dzieci.
Przeczytałam to jaka powinna być DOBRA matka, nie idealna ale po prostu dobra



Pomyślałam:
Tak! To jest to w jaki sposób chciałabym wychowywać swoje dziecko.
Wreszcie znalazłam przepis idealny. Niby coś mi tam kiełkowało, z obserwacji i własnych dziecięcych potrzeb a tu jest to ułożone w prostą regułkę, której jestem wyznawcą gorliwym!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz