sobota, 11 listopada 2017

Część 12. Pochwała.


Za mną pierwsze spotkanie po przymusowej przerwie.
Stresowałam się lekko kilka dni przed, problem tkwił w emocjach jakie miałam prowadząc krótką rozmowę SMS z psychobabką. Bałam się powiedzieć co wtedy o niej pomyślałam, ale jak zwykle to bywa, gdy tylko przekroczę drzwi kamienicy, to gadam jej wszystko jak na świętej spowiedzi. Jakbyśmy się znały lata.
Ufam w to że jest profesjonalistką w swoim fachu.

Omówiłyśmy zeszły czwartek. Powiedziała, że chce sobie to ze mną przepracować.
Dostałam pierwszą pochwałę na terapii za to że:

  • rozumiem co się ze mną dzieje
  • jestem szczera, i nic nie ukrywam przez co szybciej moze do mnie dotrzeć 
  • zrobiłam coś trudnego kiedy zostało mi tyle czasu i że nie zmarnowałam go na płacz. Stawiłam czoła kolejnej trudnej dla mnie sprawie i zyskałam kolejny obraz siebie tak naprawdę.
  • Potrafię odczytać prawidłowy przekaz i nie zagrzebuję się tylko w tym co mi się wkręciło negatywnego do łba. Szybko zrozumiałam że jestem na nią wściekła bo postawiła mnie w takiej niefajnej sytuacji, by za kilka chwil zobaczyć, że to co zrobiła było dobre, właściwie bardzo ok z jej strony. Tym sposobem przestałam ja nienawidzić w krótkiej chwili :D a wszystko rozegrało się w 5 minut na korytarzu pociągu. :D Zrozumiałam to sama. Więc widzę coś. Nie jestem ślepcem. 
Podobno dzięki temu będzie nam się łatwiej pracowało, mam te ważne odruchy, umiem je odczytywać.
Ucieszyłam się. Jednak po słowach: "muszę panią pochwalić za... bo to co pani zrobiła ostatnio wymagało dużo odwagi i..." nie umiałam na to zareagować. Tutaj w środku radość ale jednocześnie trudności z tym by nie pokazać uśmiechu.
Potem i tak zaczęłam się głupio szczerzyć, nic przy tym nie mówiąc.

Kto by pomyślał, że przyznam się wprost, że pomyślałam o niej że jest wredna. Nie chciałam jej tego mówić, gdy analizowałam w domu, co na terapii poruszę, a jednak poszło.
Wyśpiewałam jej co czułam kiedy mi odpisała :D

Ona połączyła to w zdanie "wredna profesjonalistka"
Te dwa słowa to moje opinie na jej temat, które do tej pory sobie wyrobiłam.
 Pierwsze wrażenie PROFESJONALISTKA i to negatywne WREDNA, które padło z mojej strony tylko dlatego, że potraktowała mnie jak dorosłą osobę, kiedy było mi tak trudno, a ona się ze mną nie bawiła tylko potraktowała profesjonalnie.
 Dziwnie brzmiało jej połączenie. Ale troszkę uzmysłowiło jakie to śmieszne i głupie :D
Dwie skrajności. Tak rządzą mną emocje w chwilach zagrożenia.
Ale to nic.
Wszystko sobie wyjaśniłyśmy a ja sama doszłam do sedna i samodzielnie bez niczyjej pomocy wprowadziłam się w normalny stan, mimo że dodatkowo dorzuciłam do gara kolejny stres.
Przynajmniej miałam co gadac na terapii.

Moje zadanie domowe na ten tydzień:
Nie etykietować siebie.
Nie mam ani mówić ani myśleć o sobie czegoś złego.
A jesli się to pojawi to mam zatrzymać mysli, powiedzieć sobie np.STOP! tak nie może być. i wprowadzić coś pozytywnego lub uciec w inny sposób od negatywnego etykietowania własnej osoby.

Bałam się tej pracy domowej.
Od czwartku dopiero dwa dni minęły, a ja mam wrażenie jakbym tydzień tym sposobem żyła. :D
Zauważyłam że dzięki temu że mam ZAKAZ, to czuję się swobodniej w miejscach publicznych.
Przetestowałam to w dwóch miejscach pełnych ludzi, a do tego były to obce lokalizacje, byłam tam pierwszy raz. Przede mną kilka porządnych dni ćwiczeń. Mam okazję zobaczyć czy caly tydzień prześmignie mi na plus. :)
(miałam małą kilku sekundową obsuwę, przy kasie w sklepie budowlanym, ale mega szybko się pozbyłam złej etykietki i było super!)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz