niedziela, 15 października 2017

Część 8. Trudności techniczne.


Każde spotkanie kończy się magicznym zdaniem...

"z czym kończymy spotkanie. z jakimi emocjami?"
Często dosłownie nie czuję NIC.
Nie wiem co powiedzieć.
Pierwszy raz kończyło się dużym rozżaleniem i nadzieją.
Później po prostu pozytywnie.
Ostatnio określiłam to, że jestem lekko zła. Po ostatniej historii z pociągu, którą jej opowiedziałam. Gdybym opowiedziała o tym na początku terapii, to jestem pewna, że na zakończenie nie mogłabym zrobić podsumowania "czuję złość"

Nie umiem określac emocji... Jedynie te podstawowe.
Radość, złość, wściekłość, poirytowanie. Mogę być smutna bądź szczęśliwa. I co mam jej powiedzieć?
Że niby co czuję?
Można powiedzieć NIC?
Często mówię "nie wiem"

Zauważyłam że psychoterapeutka najczęściej zaczyna zdanie od: "myślę sobie że..." i wtedy próbuje coś powiedzieć na temat tego co usłyszała ode mnie.

Wydaje mi się też że nawiązałyśmy już jakiś kontakt ze sobą, tak jakby ona stała się otwarta na mnie, przy pierwszej wizycie, pierwszych dwóch właściwie, czułam, że jest ok. ale jest sztywno. Teraz będziemy się widywały częściej, jej nastawienie tak jakby lepiej nastawiło się na moje historie, a ja nie czuję już panicznego stresu.
Tłumacze sobie, że to jej praca, i niejednego wariata widziała. Więc jak zrobię coś głupiego, to ona zachowa się spokojnie.

Ogólnie jest fajna. Normalna babka. Zadbana ale nie jakaś lalunia, której nie ufam.
Ma miłą twarz. Najwidoczniej dobre podejście do pacjenta, bo sądząc po sobie, potrafi odpowiednio dozować pisanie, mówienie, słuchanie i patrzenie na mnie. Nie ma w jej zachowaniu niczego co by mnie jakoś spinało bądź peszyło.
Nie czuję się przy niej jak sierotka marysia, nie czuję się gorsza ani podbudowana. Jest neutralnie.
Kiedy powtarza mi co jakiś czas, że na wszystko przyjdzie pora, to dziwnym trafem mnie uspokaja i przestaję się spinać, że znowu nie omówiłyśmy pracy domowej, tylko ciagnę swoją historię życia na kolejnym spotkaniu.

Zauważyłam mały postep. Wynikający raczej z czegoś innego niz psychoterapia (która przeciez dopiero startuje - chodzę już miesiąc) Mianowicie ostatnia wizyta u P. była super.
To co czułam, jak się zachowywałam, przekonuje mnie, że jest szansa bym uwolniła to co w sobie mam i przedstawiła światu.
Przez tą próbę zrodziła się nadzieja na coś fajnego. Dostałam kolejną namiastkę że tuż za rogiem czeka mnie piękne życie. Wolne!!! to najważniejsze!! Najważniejsze jest że kiedyś będę wolna, lekka, otwarta i szczęśliwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz