poniedziałek, 9 października 2017

Część 7. Czas.


Pracuję nad sobą przez ten ledwo rozpoczęty tydzień, który trwa u mnie od czwartku do czwartku.
Skupiłam się na spisywaniu emocji.
Idzie różnie. Czytam wiele artykułów w internecie i oglądam swój ulubiony kanał na YT o podobnej tematyce, to wszystko rozjaśnia mi co tak naprawdę czuję w różnych sytuacjach.
Często dociera do mnie że ten problem dotyczy także mnie, że warto o nim napisac w zeszycie.
Siedzę więc i notuję raz po raz.

Uczucia w tym tygodniu były mieszane. Od skrajnego załamania po ulgę i poczucie nadziei. Ogromnej, puszystej nadziei. Poczucie lekkości jakie doświadczam czasami, jest przecudowne.



Sypiam lepiej niż zwykle. :)
Dostrzegam wszystko silniej, tak jakbym miała wyostrzone zmysły na to co myślę, jak myslę, w jakich momentach uruchamia się u mnie myślenie.

Najgorzej jest poruszyć temat wstydu i strachu. Chciałabym wspomnieć o tym na terapii.
Nie wiem czy będe umiała.
Przed kilkoma minutami usłyszałam, że mam czas. Mam czas by podjąć decyzję, by poczuć się gotowa, że to teraz ma się wydarzyć, że to teraz powinnam zrobić. Kiedy przyjdzie moment, że mogę ze swoim lękiem wyjść na arenę i się zmierzyć, to podobno będę to czuła.
Cos w tym jest.
Czasami wiem, że strach strachem, ale teraz jestem silna by coś spróbowac.
Innym razem choćby nie wiem co, to czuję się zbyt słaba by podjąć ryzyko. By rozpatrzyć nawet nowe doświadczenie.

Gdybym tak umiała logicznie przekazywac swoje mysli psychoterapeutce... :)

Wiecie do czego doszłam?
Że męcze się z różnymi zaburzeniami i innymi dziadostwami od wielu lat, a dopiero teraz poczułam się gotowa na odkrycie przed kimś obcym swojego wnętrza.
Ile to musiało wymagac we mnie wcześniejszej pracy!
To jak wejscie na scenę, kiedy wcześniej siedziało się wrecz pod kamieniem, by nikt nie widział. Dwa skrajne światy. Duża odwaga.

Na wszystko potrzeba czasu. Wyczucia chwili.

Moje mysli w zeszycie robią się co raz bardziej sensowne. Zaczynam czuć temat.
To dodaje mi skrzydeł nadziei na najbliższy okres.

Czwarte spotkanie się szykuje, a ja już mam tyle przemyśleń. Rwę się do róznych ćwiczeń. Jednocześnie nie mogę się oczekać jak będę ćwiczyła nowe zachowania, jak to bedzie wyglądało kiedy terapia ruszy z kopyta, a z drugiej strony pojawia sie lekka obawa, ale nie taka ogromna jak dawniej, tylko mniejsza o połowę, bo co to będzie? Czy będzie strasznie? Czy będzie bolała psyuchika? To moje pytania które mnie drążą.
Ciekawość jak JA zareaguję, jak w tym konkretnym przypadku zadziała psychoterapia.

Ciesze się że to wszystko napisałam. Staram się wyrażać emocje najlepiej jak potrafię bez oceniania samej siebie, bo robię to już całe życie, wiec pora zacząć się głaskac a nie karcić.
Może komuś z was posłużą moje rpzemyślenia.

Chcę walczyć:):)
Ja tak bardzo chcę lepiej żyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz