sobota, 28 października 2017

Część 10. Kiełkujący ból.



Konsultacje psychologiczne zazwyczaj trwają do 3 spotkań.
Zastanawiałam się czy to już? Czy u mnie ten etap się już skończył?
Odpowiedź jest krótka i sensowna: NIE. Trwa nadal.
Mam tyle rzeczy do omówienia z pracy domowej, że konsultacja nadal trwa.
Ale są przebłyski.


Stał się cud i pierwszy raz kilka pkt z pracy domowej (wypisać na kartce z czym mam trudności i ocenić je w skali 1-10) zostało omówionych.
Z jednej strony ucieszyłam się. Fajnie. Wreszcie coś ruszy.
Z drugiej strony, wierzcie mi bądź nie, ale zaczyna co raz częściej coś pobolewać.
Prawdopodobnie za 1 lub 2 spotkania konsultowanie tego szlamu powinno się zakończyć, i z tego co powiedziała psychoterapeutka, wyciągniemy cele nad ktorymi będziemy się skupiać, pracować, wałkowac bla bla bla.
Ciekawi mnie czy nazwie jakoś moje problemy.
Strasznie lubię mieć wszystko ponazywane, by wiedzieć, co to, jak to, z czym to. Tak jakbym poznała wroga.

DOCZEKAM podsumowania.
Hardkor dopiero wybuchnie.

Za mną 6 wizyta.

Co obecnie zostało przerobione?
Najświeższe spostrzeżenia psychoterapeutki to: "a może dobrze jest tak zyć w tym bagienku, bo zna się wszystkie jego wady, ten "smrodek" jest nam już znany, zaczyna się nam tam robic właściwie wygodnie. wiec nie chcemy tego zmieniac"
To chyba najmocniej mną szarpnęło.
Bo coś w tym jest.
Chciałabym żeby tego nigdy nie powiedziała, no ale ....
No i sprawa emocji. Zwróciła uwagę/właściwie też przytaknęła mi, że częsciej skupiam się na tym co na zewnątrz niż na wnętrzu, emocjach.
To fakt, w tym też coś jest.
Powiedziała że popracujemy nad tym.

Przez większośc życia wydawało mi się że umiem wyrażac emocje, to jednak trudne.

***
Czwartek był męczący.
Gdy dociera do mnie że to dopiero konsultacja...
Czy to będzie mocno bolało?
Nie chcęniczego robić po łebkach, chcę to przejsć i pozbyć się demonów. Tylko ten ból.

Nie mam problemu opowiadac jej przeróżnych sytuacji z zycia. Boję się czasami komentarza.
Zastanawiam się czy ona serio widzi to tak jak trzeba, czy to ja mam jedynie zaburzone postrzeganie tego co się w moim życiu działo?
A co jeśli ona się domysla, strzela odpowiedziami na moje opowieści a ne wcale nie są prawidłowe?
Ja się tym przejmuję - a okaże się że niepotrzebnie mnie to bolało, bo ona nie wie co mówi?

Ufam jej. Inaczej by mnie tam nie było.
Wierzę że nie jednego debila widziała i ze ma wiedzę, doświadczenie.

***
Moje pisanie do "zeszytu emocji"
nie wiem czy wspominałam - wydawało mi się łatwe, jednak w głowie ciągle powtarzam sobie jej słowa, by skupić się na emocjach a nie sytuacji, wtedy pisanie nabiera trudnosci. Raptem nie wiem jak coś ugryźć.
Tyle czasu wydawało mi się że piszę dużo o emocjach, no a jak jest, to dopiero teraz dostrzegam.


Oczywiscie terapię kontynuuję. Obiecalam sobie że nawet jak będzie strach i bóle masakryczne mózgu, to będę szła. Trudno.
Dzisiaj piekło a jutro zbawienie.
Liczę że kiedyś będzie mi lżej.
Boję się piekielnie. Podróże mnie wykańczają (przez kontakty z ludzmi zbyt czeste)
ale będzie dobrze.

To powtarzanie uspokaja mnie i nabieram siły na następny czwartek.

Opiszę najświeższą sytuację do zeszytu i postaram się ją dobrze przeanalizować.
***

Niech mi ktoś palnie w łeb albo schowa przed światem. PROSZĘ!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz