czwartek, 28 września 2017

Część 5. II wizyta u psychoterapeuty.


Przed wizytą, wtorek i środa to jakieś głupie mieszanki emocjonalne.
W jednej minucie, jedna po drugiej, wskakiwała emocja nr. 1, 2, 3, 4.
Strach, za sekundę przeszedł w radość, potem przeskoczyło na smutek by następnie poczuć złość. Jakie to wszystko chore i skomplikowane.
Przecież nic nie robiłam, tylko siedziałam. heh

A to jedynie chwila gdy po bieganiu wróciłam do domu i zdążyłam usiąść na kanapie.
Mam wrażenie, że jestem jak bomba przepełniona emocjami, o wybuchu których nie zdołam nikogo, nawet siebie poinformować.
Przechodząc do tematu głównego:
Jak było? Co się działo? Ile łez się polało?

Zero łez. Stres też o połowę mniejszy. Zadania żadnego nie dostałam. To co miałam przygotować na dzisiejsze spotkanie, zajęło mi 14 pkt. a i tak nie byłam pewna czy to wszystko.
Dzisiaj było lżej.
Mozliwe, że przyczyną było oswojenie się z nowym miejscem i wcześniejsze opłakanie nowej sytuacji.
Co tu dużo gadać.

Znowu zaczęłam jeden temat a w trakcie przypomniały mi się inne historie, więc gadałam o wszystkim. Nie umiem tego zmienić. Zdaję sobie sprawę że mieszam wszystko, taka jestem porąbana.
Po wyjściu czułam się super. Zero moralniaków i innych takich cudactw.
Nawet weszłam do sklepu z książkami zobaczyć jak wygląda w środku i przejrzeć asortyment.
Zdążyłam na szybszy kurs do domu więc spokojnie przed zmrokiem byłam u siebie.

Nie wiem co czuję.
Na pewno ulgę, że po wizycie. Zaliczone, odhaczone, można spać spokojnie.
Nie czuję negatywnych emocji.
Jestem bardzo śpiąca i zmarznięta.
Najważniejsze że jutro piątek. Zaliczę wizytę w salonie depilacji laserowej i znowu będę miała spokój na kilka tygodni. Najlepsze dopiero mnie czeka.
Jadę do P. Spędzę fajnie weekend, przytulę się i naładuje baterie.
To jest tak kochany człowiek, że nigdy przenigdy nie będę szukała innego.
Ciekawe jak po terapii będę rozwijała swoje uczucie do niego. Liczę na sukces z tym związany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz