czwartek, 21 września 2017

Część 3. Po pierwszej wizycie.


Dotarłam na dworzec na czas, jednak przemaszerowanie całej drogi w 15 minut, to było wyzwanie.
Niestety innej godziny wizyty ustalić nie mogę, nie ma sensu najzwyczajniej w świecie, bo nic mi nie pasuje, a przez to muszę mieć motorek w dupie by na styk zadzwonić do drzwi.

Dobra. Przechodzę do sedna.
Jak było?


Przerażająco dziwnie.
Na początku zaschło mi w ustach tak bardzo, że wargi przyklejały mi się do zębów.
Nawet nie wiem o co zapytała na wstępie, pamiętam jedynie jak poinstruowała mnie ze następnym razem nie mam pukać tylko wchodzić do mieszkania i kierować się do tego pokoju na końcu korytarza. Przez chwilę poczułam się jak debil, który znowu coś pochrzanił, ale pomyślałam sobie że takich frajerów jak ja to ona ma na pęczki.
Streściłam chaotycznie strasznie jakąś częsć swojego życia. Istna mieszanka. Raz to raz siamto, sama nie wiem co gadałam.
Co jakiś czas zapisywała, podpytała o szczegóły, kto kim jest, ile ma lat dana osoba, jak często się widujemy, pytała mnie gdzie pracuję.

Opowiadałam i ryczałam na zmianę.
Nie wiem czemu ryczę.
Zapisałam się na następną wizytę i dostałam pracę do domu.
mam wypisać swoje problemy i osadzić każdy w skali od 1-10

50 minut zleciało jak z bicza strzelił.
a nawet wyrwałam 5 minut więcej, bo jeszcze chciałam coś dopowiedzieć.
Z jednej strony cieszyłam się że to koniec i wracam do domu, z drugiej żałowałam że poszłam, bo teraz boli mnie wszystko.
Boli ciało, mózg, serce.
Czuję się okropnie że powiedziałam to wszystko co powiedziałam.
Mam wrażenie ze zrobiłam błąd i skrzywdziłam swoją rodzinę mówiąc tak okropne rzeczy.
Może oni wcale nie sa tacy źli, a ja tak je z siebie wywaliłam obcej osobie.
Czuję się winna. Powiedziałam prywatne rzeczy obcemu.
Nie lubię mówić źle o ludziach.

Jak się czuję zapytała. Na sam koniec.
Jak? Mam ogromny żal i nadzieje.
Powiedziała że przez kilka wizyt mam prawo czuć się źle, bo pootwierałam swoje rany na nowo.
Wiedziałam że tak będzie. ale ciagle mam wrażenie że moje kłopoty sa głupie i nie warte psychoterapii.
Mimo to jestem w tym.Wlazłam, to będę ciągnęła ten interes.

Boję się. Niektóre sprawy przerażają mnie, inne zaś doprowadzają do płaczu.
Ciągle wyję po kątach, nawet teraz kiedy to piszę.

chciałabym umrzeć.
Albo zakopać się i przeczekać całe życie gdzieś w spokojnym bezpiecznym miejscu.

tak mnie to przeraza ze tam się znalazłam, jakby to nie był moj swiat.
jestem za mała na to wszystko
za słaba
i za prosta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz