wtorek, 15 sierpnia 2017

Osobiste odkrycia na wyciągnięcie ręki.


Miałam sporo czasu na pracę nad sobą, odkrywanie powodów przez które jestem taka a nie inna.
Przypadkiem po latach ;):) zrozumiałam swoje stare blokady i lęki i wiem już skąd się wzięły.
Kiedy uświadamiamy sobie ich pochodzenie, to wiemy jak blokady pokonać.
Oczywiście jeśli tylko chcemy. Bo nie każda blokada jest zła.
Złe jest tylko to, co hamuje nasz rozwój, wszystko to, co nie pozwala nam cieszyć się życiem, sytuacje powodujące bycie za kratkami, przez które oglądamy piękny świat, do którego nas ciągnie bez możliwości wejścia w sprawę stuprocentowo.



Pierwsza istotna sprawa. Wręcz rzekłabym że PODSTAWA każdej zmiany, każdej najmniejszej zmiany, to ELIMINACJA PRZEJMOWANIA SIĘ UPADKAMI.
Zawsze coś się nie uda, często wrócimy do pkt. wyjścia, będziemy zalegać bliżej dna bez nadziei, że kolejny raz się uda.
Kiedy każdy upadek przestałam traktować jak tragedię i dno z którego odbić się już nie dam rady, to odzyskałam kontrolę nad lekkim bezbolesnym zaliczaniem gleby i jeszcze lżejszym odbiciem. Szybciej i bez bólów wracam do gry.
Niby każdy to wie, ale nie każdy stara się w chwili nieudanej próby otrząsnąć się szybko i nie czuć jak każda kostka boli, jak boli psychika...
Gleba - szybki skok na 4 łapy - i wyskok w górę po następne szczebelki sukcesu. Czas ucieka.

Pozwalanie sobie na szczęście. Pojawia się potrzeba, więc trzeba ją realizować. Po co utrudniać własne życie?
Przebieram się w piżamę i ciepłe skarpety kiedy mam ochotę. Bez względu czy jest 16 czy 22. Jeśli uznam, że nigdzie i tak nie idę i chcę wygodnie posiedzieć w domu, to tak się dzieje.
Ułatwiam sobie życie. Sprawiam by było pozytywnie przeżyte. Drobiazgi najmniejsze sa cenne. Drobiazgi budują coś większego. Dlaczego więc nie zaczynać od ziaren piasku? :)

Podstawowa zmiana zauważona dopiero wczoraj :D Ale musi trwać minimum miesiąc, bo efektów tego typu szybko bym nie odczuła - nie mam spiętych barków. To oznacza u mnie jedno: Mało stresu :)
Więc udało się osiągnąć pierwsze efekty udanego życia.
Jeśli ktoś nie zmagał się z całorocznym spiętym pasem barkowym, ten nie wie jak bardzo utrudnia to życie.

Podjęłam więcej spontanicznych decyzji.
m.in szybciej pakuje tyłek w pociąg i nie martwię się już jak dużo osób będzie jechało. Ba! Zmiana nastąpiła jakiś dłuższy czas temu w związku ze stresem wchodzenia do przepełnionego pociągu/busa.
Dawniej czułam spory dyskomfort, teraz całkowicie jest mi to obojętne. CAŁKOWICIE!!

Wiem też skąd wzięło się niemiłe skojarzenie dotyczące roweru. Będę powolutku nad tym pracowała. Dzieciństwo nie może wpływac na moje świadome dorosłe życie:)

Ważna zmiana, którą odczuwam każdego dnia i która wpływa na mój optymizm, to zminimalizowany lęk przed pomyłkami, zrobieniem czegoś nie tak.
W 99% jest uśpiony a może i wyeliminowany, jedynie ma się nadal dobrze w bliskich kontaktach, kiedy strefa intymności jest przekraczana.
Jeśli uspokoję i tą cząstkę siebie, to będę o 2 szczebelki wyżej na swojej drabince szczęścia i luzu :)
Ten problem pochłania właśnie 2 szczeble...  Ale co to dla mnie! :) Gorsze rzeczy przerabiałam i jestem tu gdzie jestem:) Cała i zdrowa.

śmiało mogę zauważyć, że ostatni miesiąc przeżyłam cudownie. Byłam szczęśliwa bez przymusu, po prostu, po swojemu, naturalnie, z głębi serca.
Panowałam nad emocjami negatywnymi, słabości traktowałam luźniej niż zawsze, byłam dla siebie milsza, potrafiłam cieszyć się każda godziną życia - czyli wróciłam do swojego dawnego sposobu życia ;) Wrócilam do siebie. :):):)
Czuje się jak po powrocie z odległego kraju, do najbezpieczniejszego miejsca na ziemi, domu.

Powtarzam sobie, że robię wszystko dla siebie i dla szczęścia. Pozwalam sobie na zatrzymanie, jeśli tylko czuję potrzebę na przystanek.
podumanie nad czymś, nacieszenie oczu chmurami, trawą czy zapachem. wszystko jest dla mnie cenne, bo zawsze takie było, ale nie miałam tej mozliwości bo żyłam w przewlekłym stresie spowodowanym złym mysleniem zasianym od ludzi.

Przeczytałam jedną z książek, wygląda teraz jak jedna wielka kolorowa zakładka :D tak wiele zdań musiałam pozaznaczać papierkami/znacznikami :D
Są mądre, trafiają do mnie, są przedłużeniem moich myśli dosłownie.

Co jeszcze u mnie słychać?
Uparcie trzymam się swojego szczęścia.
Polecam.

Przestałam przejmować się chamstwem w tak dużym stopniu jak to robiłam.
Pozwalam na to by przeleciało obok mnie i nie zatrzymywało się w moim życiu.
Nie pozwalam na to by ktoś buciorami niszczył mój psychiczny ogród. Jeśli ma problem z gniewem, to jego sprawa, mi to wisi. I z dala ode mnie! Niszcz się sam.

Na siłę nikogo także nie będę pouczała. bo jak ktoś nie chce się zmienić, to będzie gnił z własnej potrzeby. widocznie to lubi.

Pozwalam sobie na emocje. Każde. Jeśli czuję smutek to płaczę, Skoro chcę to czemu mam źle się za to oceniać? (dawniej za każdą chwile słabosci byłam na siebie okropnie zła)
Jeśli czuję złość, to wyładowuję ją tak by nie zalegała we mnie, bo to nie jest zdrowe przechowywać emocje tak brudne i ostre. Niech idą w siną dal.
Pozwalam przejść emocjom przez mózg. I nie oglądam się za nimi jak kiedyś, ide do przodu, po swoje nowe cele.
***

Szczęście i optymizm najważniejsze!
Byłam taka od lat, potem na zewnątrz pojawiła się smutna otoczka która powoli przejęła środek.
Dusiłam się, bo jestem w głębi duszy energią radości, kipiącą po otwarciu oczu. I do tego chcę wrócić.
Wrócę!! Staram się. Nie buduję nowych barier. Stare skutecznie niszczę.
To co się teraz dzieje jest cudowne.
Każdego dnia jeśli ktoś by mnie spytał jak się czuję, odpowiem: "bardzo dobrze! jest super"
życzę wam i sobie SUPER tygodnia i ogromu chęci do życia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz