poniedziałek, 31 lipca 2017

POZYTYWNY LIPIEC (7)

Parę słów na wstępie.
Jak zaczynałam na blogu "pozytywny miesiąc", to nie miałam pojęcia, że tak mnie to wciągnie i poprawi myślenie.
Nigdy nie byłam naburmuszonym pesymistą widzącym same czarne elementy, ale to jak dzięki temu projektowi poprawiłam swoje myślenie, to przechodzi ludzkie pojęcie. 
Teraz zauważam ile barier pokonuję, ile nowych wspaniałych doświadczeń zyskuję, jakie cudowne rzeczy spotykają mnie każdego miesiąca. Niektóre są małe, inne ogromne. :)
Zawsze zdawałam sobie sprawę, że jest OK ale teraz odczuwam to silniej.
Jestem szczęśliwsza.
Posty "pozytywne" są moimi ulubionymi.
Miałam wiele wątpliwości by wypisywać to wszystko, bo przecież każdy może to odebrać różnie, że się czymś chwalę, albo że jestem nienormalna, bo radość sprawia mi mycie naczyń, koszenie trawnika czy nowy przepis na ciasto.
Mija pół roku i dopiero teraz obawy o reakcję czytelników odchodzą w zapomnienie.

Zapraszam na LIPIEC
Lipiec rozpoczyna się od pozytywnego wypieku.
Po dłuższej przerwie powróciły rogale.
Przepis TUTAJ
oraz pierogi pieczone z mięsem miały swoją premierę TUTAJ
Sałatka z tuńczyka? Przepis TU

Za mną pierwsze wybielanie zębów.
Po pierwszym użyciu było już widać efekty, tak jak opisują na pudełku, a to wręcz zachęcało do kontynuowania kuracji:)
(14 dniowa wersja)
w połowie używania kolor poprawił się jeszcze bardziej.

Gdybym miała polecić, zrobiłabym to :)


Oraz pierwszy raz w życiu pojawiłam się na depilacji laserowej.
Obce miasto, nowe twarze i nowe doświadczenie.
Czasami zastanawiam się jak to się dzieje, że wpakuję się w nową sytuację dobrowolnie, a dopiero później dociera do mnie co zrobiłam :D
Znalazłam super salon - oczywiście internet mym sprzymierzeńcem :D Sprzęt mają super, ceny nie rozwalają mojego mózgu.
Za rok będzie super. Będę taka gładka, wręcz aerodynamiczna :D:D:D

Udało mi się znaleźć leginsy odpowiadające moim wymaganiom.
Cena - jakość - wygląd.
Tyle szukania i oglądania, a wystarczył przypadek, reklama sklepu na Facebooku i mam 4 pary.
Temat z głowy. :)
Przy okazji zrobiłam prządek ze starymi, poplamionymi dresami, w końcu  mam w czym po domu chodzić i mogę sobie pozwolić na luksus wyrzucania . :D

Zauważam, że z brzucha powolutku schodzi tkanka tłuszczowa. Schodzi mega powoli, od góry jest już właściwie do zaakceptowania ale obszar nad i tuż pod pępkiem nadal problematyczny.
Cieszę się każdym małym efektem. To szansa, że będzie jeszcze lepiej.
Może nie będę latała na kriolipolizę :D

Na pocieszenie kupiłam perfum i buty. Zadziałało prawidłowo :D Nastrój na dłuższa chwilę podskoczył.

Zrobiłam rozpiskę wydatków na sierpień, uwzględniając bilety itp opłaty. Trochę organizacji uspokaja mnie i pozwala uwolnić umysł od innych zmartwień. wiem na co jestem teraz gotowa i co mogę dopiąć na ostatni guzik. Spokój spłynął na mój mózg :D

Termin remontu łazienki ustalony. Doczekałam się tego pięknego dnia. Wreszcie będę miała własną łazienkę.

Kafle dotarły. Bolą mnie dłonie od noszenia. Kolejny krok dalej z remontem.

Dostałam świetny, nowy trening. Będzie mi się miło pracowało nad sylwetką.

Upiekłam szarlotkę. Przepis TU. Wszyscy ją lubią ze względu na konsystencje jabłek i masło które wchodzi w ich skład. Przepis podpatrzyłam w programie "Okrasa łamie przepisy" z odcinka z p. Magdą Konczewską.

Załapałam się na przejazd zabytkowej lokomotywy.
Spotkanie historii z nowoczesnością.
Zawsze chciałam zrobić foto lokomotywie. Z dzieciństwa niewiele pamiętam:)
Moje świadome podróżowanie PKP, to już etap elektryczny niestety...



Naprawiłam przełącznik natrysku w baterii wannowej.
Działa! Satysfakcja gwarantowana :D

P. wrócił do domu. Cieszę się że połowa już za nim (za nami)

Udało się zakończyć transakcję ze stolarnią. To była ciężka rozmowa. Cieszę się że mam to za sobą.

Wyszorowałam taras.

Odhaczyłam wizytę u lekarza wychodząc z receptą i mam na jakiś czas spokój.
Dziwnie to zabrzmi ale lubię składać zamówienia w aptece. Nie tyle na same leki co na różne produkty higieniczne :D

Stworzyłam kopytka. Były zjadliwe. Właściwie mogę dodać, że były mega smaczne :D
Po co ta skromność :D:D

Tworzyłam wpisy do działu psychologicznego, sprawia mi to zawsze dużo satysfakcji.
Osobiście porusza moje problemy, a tym samym odświeża zagadnienia i sposoby stawania na nogi po kryzysach.

Oglądałam film o daltonistach, którzy pierwszy raz zobaczyli kolorowy świat. Wzruszyłam się jak przy narodzinach własnego dziecka - którego nie mam :D . Piękna sprawa.

Niby tyle dobrego zadziało się przez miesiąc, ale jestem psychicznie wyprana.
Nadmiar ludzi przewalał się cały czas. Wykończyło mnie uczestniczenie w życiu społecznym.
Heh, śmiesznie to brzmi, bo przecież nie byłam wolontariuszką tylko zwykłym, szarym człowiekiem, który odwiedzał różne miejsca, był pacjentem, gościem w czyimś domu, pasażerem...
Co sobie popłakałam to popłakałam. Emocje wychodzą ze mnie bokami, uszami i nosem.
Wolę spokojne życie na zadupiu.
Jedno jest pewne, niektóre sprawy się nie zmienią. Osobowości nie zmienię.

P.s. nadal marzę by zamieszkać w odludnym miejscu bez sąsiadów w zasięgu minimum 1 km.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz