czwartek, 20 kwietnia 2017

Krytyku, daj odetchnąć.


Przeczytałam gdzieś takie słowa:
" Jeśli jest się mrówką i mieszka w mrowisku i nagle zachciałoby się przestać być mrówką, to najbardziej kompetentną istotą, która poradzi Ci jak to zrobić, na pewno nie będzie druga mrówka. Wręcz przeciwnie. 
Gdy nagle staniesz się chrabąszczem, to reszta mrówek rzuci się na Ciebie, żeby Cię zjeść. 
Takie jest prawo buszu. 
Gdy ktoś jest inny, robi coś innego niż jesteśmy przyzwyczajeni, myśli inaczej, wygląda inaczej, jest obiektem ataków."

 Skłonność do krytyki to sposób przedstawienia światu swojej autobiografii.
Po prostu więcej mówi o osobie, która zabrała się za ocenianie nas, niż o obiekcie krytyki.

Najgorsza jest wtedy gdy staje się sposobem na odreagowanie czegoś. Odegranie się za coś.
Nienawidzę takich ciosów poniżej pasa.
Po nich dłużej się podnoszę , a wściekłość i zniechęcenie do osoby narasta wypalając kolejną dziurkę w mózgu, która za nic w świecie nie chce się juz zrosnąć.

Kiedy ma na celu poniżenie człowieka... Co to za krytyka? Czy czegoś nas nauczy?
Jak sprany mózg musi mieć, ktoś taki!?

Profesor J. Gottma twierdzi, że to w jaki sposób ktoś krytykuje można z 90% pewnością stwierdzić, czy uda mu się zbudować szczęśliwy związek czy też dojdzie do rozwodu/rozpadu relacji.
Jednym słowem: Chcesz krytykować? Naucz się nie mieszać drugiego człowieka z błotem.
Często się słyszy, że krytykować też trzeba umieć.
Coś w tym jest.
***

Krytykujemy te cechy u innych, które wyparliśmy u siebie lub których staramy się nie zauważać, których nie akceptujemy.
po tym, w jaki sposób ktoś krytykuje, można z 90% pewnością stwierdzić, czy uda mu się zbudować szczęśliwy związek, czy jego bliska relacja rozpadnie się i dojdzie do rozwodu.

Czytaj więcej: http://kobietapo30.pl/osoby-krytykujace-sa-nieszczesliwe-czy-jest-na-nie-sposob/
że po tym, w jaki sposób ktoś krytykuje, można z 90% pewnością stwierdzić, czy uda mu się zbudować szczęśliwy związek, czy jego bliska relacja rozpadnie się i dojdzie do rozwodu.

Czytaj więcej: http://kobietapo30.pl/osoby-krytykujace-sa-nieszczesliwe-czy-jest-na-nie-sposob/
Większość ludzi nieustannie ocenia wygląd, sposób mówienia czy inteligencję innych.
Drażni mnie przebywanie w takim środowisku.
Tak bardzo drażni, że zaczynam się pilnować by nie popaść w takie chamstwo.
W chwili, kiedy po prostu nie zgadzam się z czymś, mam odmienne zdanie, czuję, że wyrażanie opinii będzie z mojej strony krytyką.

Taka porąbana już jestem.
Przewrażliwiona Karolina.

Nie chce robić komuś tego czego sama bym nie chciała otrzymać/usłyszeć.
Stałam się przewrażliwiona, że moja odmienna opinia będzie uznana za czystą krytykę drugiej osoby.

***
Czy łapiesz się na tym, że jesteś dla siebie najbardziej surowym krytykiem, który ciągle wytyka sam sobie najmniejsze potknięcia?
Mam wrażenie, że wtedy silniej przyciągamy "pożeraczy mózgów", którzy chętnie pożywią się nami krytukując nas. Dajemy im przyzwolenie. Bo skoro sami robimy najazdy na siebie, to inni myslą że też maja do tego prawo.

Ja z kolei tak dziwnie funkcjonuję, że nie pozwalam innym by mnie oceniali w taki sposób i innych ludzi też nie mam w zwyczaju krytykować, ale siebie i owszem.
Siebie krytykuję częściej i celniej.
Może fakt, że nie lubię nie podołać sytuacjom w których dobrowolnie się znalazłam, najmocniej budzi we mnie w końcowej fazie krytyka?
 Jeśli coś/ktos innego postawi mnie w trudnej sytuacji w której nie zawsze dam sobie radę, to nie jestem dla siebie surowa.
Mówię: "trudno, przecież wszystkiego nie muszę umieć/znać"
Kiedy znalazłam się w niej za swoją sprawą,to każde potknięcie wyrzucam sobie długo i boleśniej.

Jestem w trakcie kolejnej zmiany w życiu.
Chcę myśleć o chwili.
Przestać przejmować sie duperelami.
Spokojniej podchodzić do nieudanych momentów. W mysl zasady: "wszystko się może zdarzyć. Od tego się nie umiera."
Częściej pozwalam sobie na bycie stuprocentową sobą. Bez zabawy w wyliczanie konsekwencji, bez obawy na krytykę ze strony innych.

Czego nadal nie umiem na długo zablokować?
Płynącej w moją stronę fali niezrozumienia, wywalonej moją odmiennością, moją inną postawą życiową.  A to wszystko najczęściej nie jest akceptowane przez najbliższych.
Dlaczego tak jest?
Obcych negatywnie nastawionych można szybciej zwalczyć, pokazać gdzie raki zimują. a bliskich... 
Może takie mają charaktery, które chcą rządzić i mieszać w czyimś życiu?
Może sami doświadczają jakichś kompleksów/problemów i są słabi psychicznie odreagowując na innych rodzaj ciernia w bucie?

Co raz częsciej cieszę się jak ten pies ze zdjęcia.
Piękna chwila, Piękny moment. Bez wzgledu na świat, na opinie, na spojrzenia, reaguję na to co mnie otacza po swojemu, na swój własny niewymuszony sposób. RADOŚNIE, kolorowo. gdybym miała rozregulowane zwieracze żołądka to rzygałabym tęczą! :D hahaha
Taka kolorowa energia mnie rozpiera, kiedy niczym ani nikim się nie przejmuję.



Czy nie lepiej ośmielać i dodawać komuś odwagi? Przecież nasz świat naszpikowany jest dostateczną ilością cenzorów.
Byłoby pięknie.
Ośmielanie ludzi do życia.
Nie ględzenie im o negatywach lecz zasypywanie nadzieją, pozytywami, barwami, by odważyli się bez wzgledu na wiek, żyć tak jak podpowiada im serce a nie krytyczne oko kogoś obok.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz