czwartek, 6 kwietnia 2017

Historia robaczka.


Rozmawiasz z kimś, odpowiadasz na jego pytania, a on/ona wcale nie chce znać odpowiedzi.
Trajkocze dalej, zaczyna ci mówić o wszystkim obok.
Nawet nie widzi, że przerwałeś wypowiedź.
Znasz to?



Jest cisza, siedzicie przy kawie, podejmujesz jakiś temat. np. opowiadasz co planujesz, co jest dla ciebie istotnym problemem, który wymaga rozwiązania.
A może zwyczajnie chcesz się czymś podzielić z bliską osobą?
Raptem pojawia się ZATRZYMANIE AKCJI i następuje opowieść w kosmosu.
Nie wiesz skąd się wzięła, ile będzie trwała.
Przykładowo, ktoś wyskakuje: "a moja babcia oddała buty do szewca"
Ty tu mówisz o zdrowiu, o operacji na otwartym mózgu, chcesz jakiś dialog poprowadzić, posłuchać rady, czegokolwiek, a stajesz się obserwatorem i biernym uczestnikiem monologu.

Dawniej próbowałam wysłuchać "wtrącacza" i potem ponowić swój temat.
Teraz milknę, dopijam kawę i nie wspominam już o tym.
Dostrzegam też, że nawet jak zacznę wstawać od stołu, powoli przemieszczać się na korytarz, to trajkotanie nie ustaje.

Najsmutniejsze jest to, że ta osoba tak bardzo jest rozgadana "o szewcu", że nawet nie zauważyła co mówiłeś:)
Czasami nie wie, że już cię nie ma w zasięgu wzroku. a ty siedzisz w wannie i bierzesz kąpiel.

To moje osobiste doświadczenia.
Zastanawiam się na okrągło, czy w ogóle mam podchodzić do rozmów z sercem?
Czy nie lepiej jest po prostu BYĆ, posiedzieć i pójść do siebie, nie poruszając tematów zajmujących mój umysł? Skoro nikt nie słucha, to i nie pomoże, nie wesprze, rady nie udzieli.
***


Nie potrafię też pojąć osób, które 90% twoich osiągnięć, marzeń, pomysłów krytykują.
Nie liczy się dla nich fakt, że każdy ma prawo inaczej myśleć, o czymś innym śnić, że priorytety są przerózne, tyle "ważności" ile ludzi na świecie.
Przeszkadza mi że spotykam osoby, które nie potrafią zachować takiego rękawa różnorodności. Rękawa, który będzie pomagał zrozumieć, że nawet jeśli ktoś robi coś co nam kompletnie nie pasuje, to jednak potrafi zrozumieć drugiego człowieka.
Taka tolerancja dla bliźniego.

Marzymy o różnych rzeczach, mamy różne smaki, gusta, widzimy piękno w innych przedmiotach, wolimy inaczej podróżować, potrzebujemy na coś więcej czasu lub mniej niż nasza siostra/brat/teściowa/wujek z Australii.

Oba tematy które dzisiaj tu poruszyłam, wrzucam do jednego WORA.
OLEWKA - tak się będzie nazywał.
Olewka, że też chcesz coś powiedzieć, że masz odmienne zdanie, że masz inne cele. Samolub często nawet o tym nie wie, że tak robi. Że olewa.
Trzy razy to jeszcze człowiek może przeżyć ale po 5 próbie już mam dosyć i nie czuję energii przy takich ludziach.
Składam skrzydła.
Pakuję myśli głęboko w mózgu i przy kolejnych spotkaniach nawet nie podejmuję próby.
Bo nie chcę się zrażać i zrażać i zrażać bez końca.
W ten sposób zamykam temat.

Staje się niewidoczna dla tych, którzy  nie umieją dostrzec drugiego człowieka.
Przy odrobinie chęci rozmówca dostrzeże, że nakrył nas liściem i może się zreflektuje.
Szansa zawsze pozostaje...
a jak nie, to zmieńmy otoczenie gdzie będziemy czuli się wysłuchani i mile widziani.

Przecież każdy robaczek ma swoją historię.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz