niedziela, 26 marca 2017

Mózg jest jak szafa.



Człowiek podobno zaprogramowany jest by docelowo przeżyć 120 lat.
Oczywistością jest, że różne czynniki wpływają na każdego z osobna i ostatecznie na datę śmierci.

Pociesza mnie to 120 :D
Zakładając że jako Polak mniej więcej mam czas max do 80. to każdy kolejny przekroczony rok powinien być świętem. :)


Tyle do zrobienia, przeżycia, spróbowania, a połowa dotychczasowego wieku zmarnowana na smutki, lęki, niesnaski.

Ostatnio mam ochotę powiedzieć że najzwyczajniej w świecie NIE CHCE MI SIĘ.
Czas upływa, będę stara, w najlepszym przypadku pozostanę sprawna, jeśli nie zaliczę wylewu, demencji, złamania biodra lub przedwczesnej śmierci głodowej.

Olałabym 30% sytuacji by poczuć, że żyję tak jak chcę. Nie dla kogoś/przez kogoś tylko dla siebie.
Wszak podobno żyjemy dla siebie.
Ale spróbujcie uświadomić komuś, że wara od waszego życia, ze to wasze decyzje, kroki, błędy i sukcesy, że wszystko co robicie, to wasz sposób na bycie, wasze spojrzenie.

Już słyszę rozlegający się jęk.
Nie wasz. Ich.
Chcesz być inny, niepodległy? Znajdzie się grupa lub minimum jedna osoba, która zrobi problem z twojego wyłamania się.

Śmieszy mnie, że niby każdy rozumie potrzebę samorealizacji, często przytakują, że trzeba żyć po swojemu, ale jeśli chcesz urwać się im z łańcucha, to już nie jest fajny pomysł :D

Życie jest jak ten stwór z graffitina gdańskim murze w przejściu podziemnym:
Pełzasz sobie, bo musisz, zewsząd cię podgryzają, żerują. Powinieneś jedynie rozmnażać się i żyć dla świata. Dla pasożytów mniejszych bądź większych.
Albo także żerować na innych.
Zamknięte koło.

Jeśli nie chcesz brać udziału, chcesz się wyłamać, to przyjdą "piaskowe dziadki" ale nie w celu ułożenia cię do snu... Przyjdą by zasypać cię piachem tak, że nie dasz rady się z niego wygrzebać.
Nie chcesz być w grupie?
Nie chcesz działać w "kółeczku" - to znikaj.
***
Ta problematyczna religia, polityka...
Nie znoszę rozmawiać na ten temat.
Zaobserwowałam, że największy zapalnik ukryty jest właśnie tu.
Od tego zbiera mnie na wymioty.
Często słysząc czyjeś rozmowy, robi mi się niedobrze.
Jakby na same hasło RELIGIA mózg gnił od podstawy, a POLITYKA blokowały się moje gruczoły dokrewne.
Ktoś powie "to nie bierz udziału w temacie" i nie biorę!
Broń Boże.
Chciałabym jedynie by nikt nie bredził mi nad uchem.
Chcą żyć w brudzie to niech żyją. Przez to powstaje najwięcej kłótni.
Najgorsze są chwile kiedy jestem zamknięta na jakiś czas w jednym pomieszczeniu/pojeździe.
Wtedy pomocne są słuchawki.
Moja ostatnia podróż autobusem skończyła się cieczką w muzykę. Mimo że nie miałam ochoty niczego słuchać...

***
Jeśli nie jesteś śmiertelnie chory, a zdajesz sobie sprawę, że zostało ci mało czasu na ziemi, to dlaczego wykorzystujesz go na coś czego nie lubisz?
Twój cenny czas (nie wiesz ile) a robisz coś co doprowadza cię do szału.
Spotykasz się z kimś na widok kogo skacze ci ciśnienie, a palce zmieniają kolor od zaciskania pięści w celu pohamowania emocji.
To już coś oznacza.
Musisz robić coś nie tak dla siebie skazując się na cierpienie.
Warto przemyśleć, posprzątać w życiu odrobinę lub więcej, wypiąć się na to z czym się nie możemy zgodzić i zobaczyć że życie jest piękne kiedy jest naprawdę nasze.

Postanowiłam że przyjrzę się dokładniej, co mnie drażni i odseparuję się. Choćbym miała od "piaskowych dziadków" i malkontentów bronić się łopatą .

Jestem w takcie dokańczania różnych spraw, które dla MOJEGO dobra są istotne.
Jeśli zostanie mi czasu, energii, pieniędzy i chęci, to przyjrzę się wszystkiemu co obchodzi mnie odrobinę mniej.
To jak z ubraniem które leży w szafie kilka lat, nie lubimy tego ubierać, popychamy nosem dalej, licząc że szmata zajmująca miejsce na półce, to nic takiego.
 Przeciwnie!
Zajmuje miejsce czemuś co będziemy nosić, co nam się spodoba.
Wypieprzyć to w cholerę, przetrzeć półkę i nie oglądać więcej tej pomyłki życiowej :D

***
Drażni człowieka po ludzku, zwyczajnie, że ktoś ci mówi jak masz żyć.
A może ja nie chcę tak jak ktoś biegać w każdą niedzielę do kościoła, robić zakupów u paniusi w osiedlowym sklepiku, kupować co miesiąc nowych ubrań lub zmieniać kurtkę raz na rok.
To są drobiazgi.
Ale drobiazgi budują COŚ!

Najpierw chciałabym móc rozmawiać z kimś po ludzku, bez religijnych/politycznych wstawek.
By nasze rozmowy mogły pozostać na gruncie zdrowym, nieskażonym.
Człowiek sam w sobie jest ok. Do momentu kiedy jego mózg przesiąknie tym co powyżej...
Wtedy rozmowa o kanapce przerodzi się w słuchanie jak to Jezus głodował dla nas. (tak tak, takie sytuacje istnieją. przykład nie jest wymyślony)
Chciałabym by papier który leży na ulicy, rzucony przez jakiegoś człowieka bez wyobraźni nie był skomentowany, że to wina partii rządzącej. Bo mnie to gówno obchodzi kto rządzi i ile ma wspólnego z kupą na chodniku czy papierkiem na ulicy.

Chciałabym też uniknąć słuchania, że świat jest zły. Uważam że nie jest.
Zależy gdzie przebywamy, co robimy, jakimi ludźmi się otaczamy ii najważniejsze ->  jaki % bełkotu społeczeństwa dopuszczamy do mózgu.
Odpowiednio szczelna łepetyna, interesowanie się tym co istotne i przepis na szczęście gotowy.

Za każdym razem kiedy dam się odrobinę zanurzyć w ulicznym szlamie, tracę chęci do życia.
Ludzie potrafią obrzydzić świat.

Dlatego najpierw JA i to co najistotniejsze, potem RESZTA nad którą mam ochotę się jeszcze pochylić, a na samym końcu coś w stronę czego nawet nie mam zamiaru się juz odwracać.
Olewka.
Skoro szanujemy siebie to szanujmy swoje życie i dbajmy by energia nie szła na dokarmianie ulicznej brei.

 ***
Dzisiejsze obrazki można znaleźć w Gdańsku:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz