poniedziałek, 6 marca 2017

Eremita społeczny to egoista?

Dobrowolna eliminacja niepotrzebnych rzeczy, sytuacji, osób.
Często dociera do mnie, że tak to już ze mną jest.
Eliminuje niepotrzebne elementy składające się na moje życie.

Zarówno sprzątanie gratów jak i odseparowywanie się od większości ludzi, traktuję jako WIELKIE PORZĄDKI które rozjasniają życie i wpuszczają więcej radości do szarej codzienności.
Właściwie to dzięki temu, czuję się wyjatkowo dobrze.
Jestem skłonna mieszkać sama, spotykać się na kilka chwil z wybranymi osobami i nie pogłębiać żadnych więzi.
Moje życie nabiera blasku w samotności.
I jak tu w przyszłości założyć rodzinę z kims takim jak ja?

Czy to forma egoizmu?
Czy brak rozwiniętych odruchów społecznych?
Czy naturalna "wada" wrodzona?
Czy życie zmieniło mnie do takiego stopnia?

Ale jak tu być egoistą skoro zawsze byłam odludkiem?
Kazdy człowiek dąży do szczęścia.
Dla takich jak ja szczęściem jest święty spokój, porządek, odległe zaciszne miejsca.

Dosyć często słyszy się że usuwamy toksycznych ludzi z własnego otoczenia. Że tak trzeba. Tak powinno się robić.
A co z resztą?
Co kiedy okazuje się że chętnie usunęlibyśmy z życia 99% osób, nawet tych którzy w żaden sposób nam nie szkodzą?
Po prostu jest nam ciężko , nie potrafimy się odnaleźć w towarzystwie i rozkwitamy w przenikającej ciszy, która aż piszczy w uszach?
A co mamy zrobić, kiedy wystarczą nam kontakty z przypadkowymi ludźmi, np. siedząc w jednym przedziale pociągu z obcą grupą podróżujących, w ogonku do kasy ciągnącym się przez pół sklepu, kiedy wystarczy nam rozmowa z panią w okienku kasowym.

Chcemy poczuć się dobrze, a dobrze nam w stamotnosci.
Pozbyć się bliskich?
Uciec od nich?

Mówią na prawo i lewo, wręcz trąbią hasłami:
"TO TWOJE ŻYCIE I MUSISZ JE PRZEŻYĆ TAK JAK UMIESZ NAJLEPIEJ"
no własnie.
a mi najlepiej wychodzi radośc z samotności.
Snucie wiecznych marzeń o samotnym mieszkaniu gdzieś na peryferiach miasta, z psem, dużym ogródkiem, hodując warzywka.
Czasem przewija się wizja męża, dzieci - ale to odrębne jednostki. Które też maja prawo żyć po swojemu, których nie można cale życie kontrolowac i ktore mogą zaskoczyć mnie czymś czego nie dam rady przedwcześnie zaplanować.
Osobne organizmy wielokomórkowe. Osobne charaktery, dusze, istoty...
Są już na stale przypisane do ciebie. Do ciebie - samotnika, eremity spolecznego. Nie mieszajac w to żadnych religii.

Chcąc być wolnym człowiekiem nie można zabierać tej wolności innym.
To byłoby jak zaprzeczanie swoim ideom.

Powinniśmy dążyć do rozwijania się wewnętrznie, tak jak uznamy za najlepsze dla nas.
A co ze światem?
Być egoistą w takim przypadku czy nie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz