niedziela, 29 stycznia 2017

Popsułam się.

Bałwanek kończy swój żywot.
Jeden zaliczył już glebę.


A ja mam problem ze stresem.


Nie umiem go odczuwać.
Popsułam się. Rozregulowałam.

Czuję dyskomfort związany z oczekiwaniem na coś, jednak sam stres to już obce uczucie.
Ktoś powiedziałby że to fart, że trzeba się cieszyć ale przez to zaburzenie mam problem z zachowaniem dystansu do spraw wymagających większego zaangażowania.

Powinnam w niektórych przypadkach trochę mocniej odczuć zagrożenie.
Może to wynik tego, że nie zależy mi tak w stu procentach na życiu.

Nie twierdzę, że źle mi na tym ziemskim padole, wręcz przeciwnie, jest spoko.
Ale często myslę, że nie czeka mnie już właściwie żadna większa rzecz.

Może to przez w miarę jednostajny tryb życia?
Potrzebuję zwiększenia obrotów?
większych celów, zadań, powodów do zwiększonego zainteresowania życiem?

:)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz