wtorek, 17 stycznia 2017

Maczetą w łeb.

Najtrudniej jest być sobą w otoczeniu osób, które nie akceptują twoich nawyków, sposobu bycia, wyrażania emocji.
To nie jest tak bolesne i trudne, w chwili gdy ich brak akceptacji pozostaje jedynie samą suchą oceną naszej osoby.
Gdy wchodzi to w czyn: szukanie dziury w całym, awantura za awanturą, prześmiewanie, krytykowanie, wieczne wyciąganie brudów przeszłości niczym w starym małżeństwie patologicznych ludzi, to odechciewa się BYCIA SOBĄ.

Nie umiem znieść i pogodzić się z tym, że moja radość, przerażenie, sposób wyrażania smutku są krytykowane.
To są moje najważniejsze reakcje. Bardzo określają to kim jestem, jaka jestem.

Kiedy pełna radości, opowiadam coś, trajkoczę jak najęta by wszystkim podzielić się dokładnie, by o niczym nie zapomnieć, to dostaję odpowiedź negatywną.
Rozumiem że nie musi cieszyć nas to samo... ale dla mnie to ważne.
Mało kiedy czuję totalną ekscytację czymś czego doświadczyłam. A chcąc być blisko z innymi, mam w zwyczaju z pewną grupką ludzi, głupio dzielić się wrażeniami/emocjami/swoim życiem.
Często odbieram, że jestem głupia. durna, narwana, że wydziwiam, nie znam się, wszystko robię źle.
Pochwal mnie choć raz!

Kiedy jestem przerażona, pełna emocji, pochłonięta graniem (w jakiś horror :) ) to moją naturalną reakcją jest piszczenie, krzyczenie, dzięki temu lepiej trawię sytuacje stresujące :)
Taka jestem. Od zawsze reagowałam identycznie.
Nie hamuje tego tylko po to by wpasować się w czyjeś kanony.
 Boli mnie kiedy jestem gaszona, krytykowana za to.

Krytyka za bycie sobą w chwili gdy i tak mam problemy z samooceną, to jest po prostu masakra maczetą dla mojego mózgu.

Marzę by mieć swoje 4 kąty z dala od innych. Bo co moje to moje.
Mieszkanie na nieswoim to zawsze ryzyko, że będziemy dla kogoś problemem.
Najlepiej mieszać we własnych garach, malować ściany na swój kolor, w kuchni, pokoju czy na korytarzu, nie trzeba nikogo przekonywać do niczego. Słuchać że wszystko robi się źle.
Sam sobie panem. Marzenie.

Jeśli miałabym mieć kiedyś lokatorów, to tylko własną rodzinę, którą kiedyś może bym założyła.
Jeśli nadejdzie piękny dzień, że będzie mnie stać na własne M, to nie będę pozwalała by zabierano mi własne JA. Moje królestwo - moje zasady. Wszystko co niefajne zostanie za drzwiami.


A teraz czuję się jak ten bałwan.
Sama.
Głupio uśmiechnięta.
Z kijami zamiast rąk i śniegiem zamiast mózgu.

Głupia ale szczęśliwa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz