środa, 4 stycznia 2017

Jest nas 2.

To będzie dobry rok.
Dlaczego? 
Ledwo się rozpoczął ale czuję, że będzie dla mnie jednym z ważniejszych.


Od początku staram się zmienić nastawienie do tego, co wcześniej pożerało mój umysł i kontrolowało moje ruchy.
Weszłam w stan, który miałam świeżo po depresji.
Po tym jak dosięgasz dna, odbijasz się i CZUJESZ ŻYCIE inaczej, bliżej, silniej. Na nowo.
Nowe życie, nowy początek. :)
Rozumiecie? :)
Taka szansa może nie wrócić!

Nie wiem jak to się stało, że znowu czuję POCZĄTEK. Myślałam, że straciłam już wewnętrzny luksus posiadania spokoju. Miałam pewność, że przepadłam w codzienności i wrócę do starego życia przed depresją.

Daję sobie nową szansę.
Wykorzystam czystą kartę jaką otrzymałam od awaryjnego mózgu.
Był na tyle łaskawy i wpuścił czyste myśli, wykasował stare, dolał oliwy i nakręcił trybiki. :)

Będę spokojniejsza i szczęśliwsza.
Zrealizuję wiele marzeń i planów.
Zatrzymam machinę mielącą myśli, zatrzymam przejmowanie się swoją niedoskonałością fizyczną i psychiczną.
Będę więcej czasu poświęcała na spokojne przyglądanie się światu i bezkonfliktowe spotkania face to face.
Nie dam się już wyprowadzić z równowagi. Nikomu!
Będę wyciszona.
Będę dużo się uśmiechała. Więcej niż teraz. Będę cieszyła się każdym dniem.
Będę traktowała swoje pomyłki bez spinania pośladów ;)
Przestanę obawiać się że brak doskonałości w jakiejś dziedzinie to gwóźdź do trumny społecznej.

Planuję przechodzić przez życie z większą nadzieją, optymizmem, lekkością.
Czuję się jakby zostało mi mało czasu.
Skąd się to wzięło?
A skoro ma być go mało, to chce żyć tak jak zawsze chciałam. Nie dam sobie tego zepsuć.

Wiecie, że od pierwszego dnia stycznia jestem innym człowiekiem?
Kontroluję negatywne a dopuszczam pozytywne, tylko i wyłącznie pozytywne. W złym szukam dobrego, w dobrym jeszcze lepszego :):)

Czeka mnie kilka stresujących sytuacji. Boję się że spowodować to może cofnięcie się do jaskini, powrót małpy na drzewo ;D haha ale w momencie kiedy uświadamiam sobie, że mogę być szczęśliwa nawet jak będzie źle, bo zależy to ode mnie, to ucieka stres przed najbliższymi trudnościami. :)

Trudność jest wtedy kiedy sami ją tak zakwalifikujemy w umyśle.
Nie martwi mnie nic. Już nic.
Poradziłam sobie z piekiełkiem na ziemi i nie mogę tam wrócić.

***
Chaotycznie napisane :) Najświeższa porcja tego co myślę bez zbędnego układania w "cacy"

Cieszę się że jestem w tym miejscu życia. Ważny przełom.
Przeszłość przestała boleć. Może nie w 100% ale odczuwam jedynie szczątkowe % tego o czym przez 15 lat chciałam zapomnieć.
Dbam o czystość umysłu. Unikam śmieci. Żyję dalej.
Dałam wewnętrznej Karolinie szansę by żyła według swoich zasad, a nie moich. :)
Jest nas 2.
Ona i ja.
Ta weselsza, bez samokrytyki żrącej jej duszę.

Rozumie to tylko ktoś, kto leżał na glebie przyklejony plecami do smoły. Bez perspektyw. Wypalony, zniszczony.
Ten moment, ta chwila, jak błysk spadającej gwiazdy i wiesz że już czas.
Smoła zamienia się w trawę.
Kąciki ust unoszą się samoistnie, oczy zaczynają łapać błysk, który utraciłeś tak dawno... błysk ktory był twoją wizytówką, który przyciagał ludzi, spajał ich, wywoływał małe miłe gesty wobec ciebie. ot tak, za nic, po prostu dobro i radość bijąca z twoich oczu prowadziła do pogłębiania dobrego.
Wiesz, że już czas...
Idzie nowe.
Wracasz do gry kolego!

Pierwszy raz kiedy mogłam poczuć powrót do życia, w chwili odzyskania "błysku" i odklejenia pleców od smoły, spotkanie z ludźmi było jak spotkanie z lustrem.

Mój uśmiech -> twój uśmiech.
moja radość wybijająca od środka -> twoje ludzkie zachowanie wobec mnie.

Każdy gest z mojej strony był odzwierciedlany u przypadkowych osób spotkanych na drodze.
Jakby dobro wracało.
Jakby życie istniało.

Ja ISTNIEJĘ.
Jestem, jeszcze jestem.
Chcę spróbować żyć według zasad wewnętrznej, prawdziwej Karoliny.
Uwolniłam się już z wielu kajdan, uciekłam z najmroczniejszych depresyjnych zakamarków duszy.
Dostałam kupon na życie. Żal go wywalać :)
Przeżyjmy coś jeszcze raz.

Tak niewiele mi potrzeba do szczęścia, więc przy moich przygodach i drobiazgach,które mnie budują, dzięki którym istnieje i jestem kim jestem, to mogę nazwac się najszczęśliwszym człowiekiem jakiego znam.

Wczoraj cieszyłam się że zjadłam dobrego pączka :):):)
Drobiazg.
A tyle daje!
Wszędzie widzę szansę by nie wrócić na plecy, nie przykleić się do smoły.

Pozwole sobie na większa prywatę i wcisnę szybkie opowiadanko:)

Pewnego dnia, kiedy miałam może z 5 lat, biegałam po ulicy, na której od mega upałow jakie tamtego lata były, zaczęła topić się smoła. Wystarczyło ustać chwilę dłużej w jednym miejscu i nie można było oderwać się od tego ustrojstwa :)
Przyszła pora i na mnie.
Nie mogłam się odkleić, zamiast wołać by ktoś mi pomogł, to szarpałam się poparzona i przyklejona. Zza zakrętu wyłonił się pędzący samochód, w ostatniej chwili zjawił się tata, oderwał mnie i odskoczył na bok. Sekundy.

I tak z moją depresją - przyklejona muszę liczyć na szansę pojawiającą się niespodziewanie. Bo tylko takie ratują mnie przed psychiczną śmiercią.
Przychodzi dzień, kiedy odrywam się niespodziewanie, leczę bąble i wybieram lepsze ścieżki.

Teraz ruszam z nowym życiem w trasę.
a wszystko co mnie czeka, bez względu jak się potoczą sprawy, przyjmę na klatę :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz