środa, 14 grudnia 2016

Pomoc.


Zbiórki.
Przed świętami pełno ich.
Wolontariusze sterczą w sklepach, przed kościołami, na ulicach. Zbierają kasę lub żywność dla potrzebujących.
Akcja sama w sobie jest fajna. W końcu nie każdy ma co do gara włożyć i otrzymanie pomocy, to jak dar z niebios i wielka radość.
Sama pamiętam czasy kiedy nie było niczego na święta, z obiadem też bywało krucho. Trzeba było wybierać: prąd/woda/gaz czy jedzenie.



Ale jednego nie lubię... Zachodzenia drogi, wciskania ulotek, osaczenia. Chętniej omijam miejsca gdzie koczują i zbierają.
Uwiera mnie to tak samo mocno jak ekspedientka w sklepie z ubraniami, która chodzi ci za dupą i ciągle chce pomagać. Jak pakowanie przez "bonusowych ludzi" zakupów schodzących z taśmy.
Jedyne o czym marzę, to święty spokój. Będę chciała to odpowiednią osobę zawołam w dogodnym czasie.

W jednym z najciaśniejszych sklepów w mojej okolicy, gdzie klient z klientem ocierają się o siebie podczas wymijania, przewala się 3 wolontariuszy.
Nie lubię takich miejsc.

Każdy potrzebuje pomocy, nawet twardodupna Karolina:)
***
Powoli zabieram się za pieczenie ciasteczek. Znalazłam nowy przepis :)
(wkrótce podzielę się nim na blogu. W kulinarnym dziale nadal wieje pustką i kurzem:) )
Mój cichy sposób na kłopoty.
Będę odczuwała mniej stresu jak zajmę się przygotowaniami do świąt.
Postanowiłam przed świętami załapać się jeszcze na wizyte u innego specjalisty.
Stresuje mnie nowe miejsce.
Coś za coś, można rzec. Zdrowie najważniejsze.

***
Planuję podsumować rok na blogu. Może być ciekawie :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz