poniedziałek, 28 listopada 2016

Pierwszy śnieg.


Doczekałam się pierwszego śniegu.
Sypnęło raz a porządnie.

Dotychczasowe smutki i problemy zniknęły jak ręką odjął. Bo przecież to śnieg!
Odezwały się dziecięce odruchy, prawie jakby były wybudzone po wielu latach.

To nic, że to chwilowa poprawa. Istotny drobiazg przypominający, że każdy ma szansę zacząć od nowa.
Może za tydzień będzie lepiej.



Śniegu tyle, że na dobrego bałwana starczy i jeszcze zostanie do ozdoby ogródka.
Zdążyłam kilka momentów uwiecznić w swojej fotorelacji by później pomachać łopatą przed domem.
Lubię odśnieżać, tworzyć labirynty w białym puchu, budować ścianki.

Ptaki wyjątkowo spokojnie dały się fotografować. Może w ramach wynagrodzenia za karmę z insektami i kulki tłuszczowe, które co roku oblegają najmocniej.
Często tworzy się do karmnika kolejka na krzaku i pobliskich drzewach.

"Ptasia poczekalnia"

***
Ciężko jest wrócić do stanu z przed kilku miesięcy. Mam wrażenie jakby coś trzymało mnie za nogę.
Zmęczyłam się szarpaniną i czekam.
Spowolniłam procesy życiowe.
Czekam dalej.
Może przejdzie.
Może rozwiązanie samo przyjdzie.
Może nic się nie zmieni w najlepszym przypadku, a może pogorszy?

Ładuję energię z chwilowych przebłysków szczęścia.
Ze śniegu o 4 rano (piękny widok. Obiecałam sobie, że następnym razem, kiedy będą identyczne warunki, wyjdę z aparatem popróbować uchwycić niezakłócony przez ludzi krajobraz miasteczka. Nie od dziś wiadomo, że świat jest piękny gdy ludzie śpią :D )

Potrzebuję 52kg siły albo dobrego ducha, który będzie mnie podnosił jak zaryję w otchłani smutku, powie dobre słowo, nada mojemu życiu sens... Potrzebuję realnego strażnika.

****

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz